|
Wojsko dla każdego żołnierza jest indywidualnym przeżyciem. Niczego tu nie da się ująć w powtarzalny schemat. W tej książce znajdziecie relacje z pobytu w wojsku trzech nie znających się autorów. Każdy opisuje swoje wrażenia i odczucia związane z armią. Macie okazję, Drodzy Czytelnicy porównać swoją wizję służby wojskowej z autentycznymi relacjami młodych ludzi, którzy właśnie ją odbyli.
Paweł Siekański Spis treści: Byłem podchorążym w SPR, czyli wojsko widziane okiem bażanta..... Drogi Czytelniku ..... 9 Szkoła Podchorążych Rezerwy ..... 11 Praktyka w jednostce 1891 Chełm ..... 28 Zakończenie ..... 45 Arkadiusz Znojek..... Opowiadania czołgisty..... Przedczołgowie ..... 53 Pierwszy dzień w wojsku ..... 55 Kompania karna ..... 61 Sesja ..... 64 Sport to zdrowie ..... 68 Bieg po życie ..... 73 Bieg po życie ? część druga ..... 76 Jednostka liniowa ..... 79 Seks w wojsku ..... 84 Amba fatima ? było i nima ..... 87 Fala ..... 91 Gry i zabawy świetlicowe ..... 95 Ostatnie dni w wojsku..... 98 Garść wierszyków ..... 102 Poczołgowie ..... 109 Paweł Mikołajczak..... Wojsko, czyli długa droga od biletu do cywila..... Wstęp ..... 113 Bilet ..... 115 Szkółka ..... 122 Nowa jednostka ..... 131 Starość to radość ..... 140 Ostatnie dni ..... 146 Zakończenie ..... 151 Dodatek..... Wyciąg z regulaminu ..... 153 Stopnie wojsk lądowych ..... 158 Insygnia władzy ..... 160 Poradnik ..... 162 Piosenki i wiersze ..... 167 Humor ..... 177 Słowniczek ..... 193 Fragment: Moja przygoda z wojskiem zaczęła się dokładnie 1 kwietnia 1998 roku, ale Wojskowa Komenda Uzupełnień pamiętała o mnie przez cały czas trwania moich studiów na Akademii Ekonomicznej w Krakowie oraz nawet po ich ukończeniu. Zresztą dziwne by było, gdyby wtedy o mnie zapomniała. No, ale po kolei... W dniu 14 października 1997 roku ukończyłem studia, broniąc pracę magisterską. Za niespełna dwa miesiące w skrzynce pocztowej znalazłem awizo z adnotacją ?pismo urzędowe?, no i jasne dla mnie było, że armia znowu się o mnie dopomina. Znane wszystkim poborowym Wezwanie w sprawie powszechnego obowiązku obrony było teraz również i w moich rękach. Choć biletu jeszcze nie miałem, to czekała mnie podróż do Rejonowej Komisji Lekarskiej w Krakowie w celu określenia kategorii zdrowia. No cóż, od pierwszej komisji upłynęło przecież sporo czasu, więc wojsko chciało wiedzieć, czy aby przypadkiem nie podupadłem na zdrowiu. Ależ oni troszczą się o zdrowie poborowych ... Kraków, ulica Montelupich, to bardzo przygnębiające miejsce. Znajduje się tam bowiem ? oprócz jednostki wojskowej ? również więzienie. Na bieganiu po korytarzach wojskowego szpitala spędziłem cały dzień. I na pewno nie jest to nic przyjemnego, tym bardziej, że każdego z nas traktowano jak potencjalnego symulanta. Dobrze, że trwało to tylko jeden dzień, chociaż uważam, że o jeden dzień za dużo. Przyjechałem do domu wykończony psychicznie, bowiem sposób przeprowadzania ?określania stanu zdrowia? był po prostu żałosny. Myślę, że można sobie oszczędzić szczegółów, skoro wiem, że już nigdy to się nie powtórzy. Wkrótce po Nowym Roku otrzymałem pocztą odpis orzeczenia lekarskiego, a w dniu 27 stycznia 1998 roku zgłosiłem się do WKU w celu ?powołania do SPR?. A mówiąc potocznie ? w celu otrzymania biletu do wojska. Absolwent wyższej uczelni, jako szeregowy podchorąży może być skierowany do kilku SPR znajdujących się w Polsce. Wymienię tu takie miasta jak Olsztyn, Poznań, Piła, Toruń, Jelenia Góra, Oleśnica koło Wrocławia. Pełny wykaz znajduje się w WKU. Trzeba mieć jednak świadomość, że są SPR lepsze i gorsze (wiadomo co mam na myśli). Są takie, gdzie pobyt można zaliczyć jako pewnego rodzaju przygodę, ale są też takie, gdzie o godności człowieka zapomniano. Ktoś, kto kiedykolwiek będzie miał możliwość wyboru podczas wypisywania biletu powinien śmiało prosić o Toruń. Sprawdziłem na własnej skórze. Natomiast należy wystrzegać się Piły. Miałem okazję porównać doświadczenia z chłopakiem, który tam właśnie trafił. O innych miastach nie mogę wiele powiedzieć. Jedno jest natomiast pewne, że służba wojskowa absolwentów wyższych uczelni jest inna niż chłopaka, który trafia do zasadniczej. Przekonałem się o tym osobiście. Bilet ? to dokument uprawniający do przejazdu autobusem, tramwajem, pociągiem albo też do wejścia na koncert, do teatru, czy na basen. Ja zaś otrzymałem bilet szczególny ? znany wielu młodym chłopakom ? bilet który zakłócił nieco moje sielankowe życie urzędnika państwowego w Regionalnej Izbie Obrachunkowej. Uprawniał mnie on bowiem ?do przejazdu pociągiem PKP osobowym lub pospiesznym w klasie 2 albo autobusem PKS z prawem przesiadania najkrótszą drogą z miejsca zamieszkania do miasta Toruń?. Jak na ironię losu do tegoż miasta miałem się stawić w dniu 1 kwietnia 1998 roku. Prima Aprilis? NIE! Najprawdziwsza prawda i co ciekawsze ? urodziny w wojsku. Tak, bowiem urodziłem się dokładnie 1 kwietnia dwadzieścia osiem lat wcześniej. Co za super sprawa. Myślałem dalej ? lato w wojsku, wakacje w wojsku, przewidywany termin opuszczenia tej instytucji ustalono na 25 września 1998 roku. W związku z tym musiałem na jakiś czas odłożyć sprawy zawodowe i spełnić obowiązek wobec Ojczyzny, która mnie wezwała. O godzinie 14.00 stanąłem pod bramą Wyższej Szkoły Oficerskiej im. gen. Józefa Bema i po raz pierwszy w życiu nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Wchodzić, nie wchodzić, zawrócić, a może przyjść za godzinę. Serce waliło mi jak opętane, a przecież kawy nie piłem. Jeszcze nigdy tak strasznie się nie bałem. Bo tego uczucia nie można inaczej nazwać jak strach. Towarzyszy mu również poczucie bezsilności i zarazem buntu. Nasuwają się pytania ? dlaczego ja? co ja tu robię? No i to przeświadczenie, że nie ma możliwości odwrotu. Ta brama to początek tzw. przerwy w życiorysie. Ta brama, to również początek nowej szkoły życia, początek nauki przetrwania. Ta brama to przede wszystkim koniec własnej indywidualności. Myślę, że ten moment zapamiętam do końca życia. I pewnie każdy kto kiedyś był w wojsku przeżywał to samo. Można jednak oderwać się od rzeczywistości wlewając w siebie trochę napojów wyskokowych i wtedy już jest wszystko jedno. Ale to tylko wyjście awaryjne, które nic nie zmieni, a jedynie przyniesie później gigantycznego kaca. Przekroczywszy bramę jednostki rozpocząłem tym samym długotrwałe przeszkolenie w SPR. Cóż oznacza ten magiczny skrót. Za czasów mojej służby w Toruniu funkcjonowały takie jego tłumaczenia: Szkoła Podchorążych Rezerwy (w wersji oficjalnej), Siły Powolnego Reagowania (w wersji mniej oficjalnej), Spierdolone Pół Roku (w wersji najmniej oficjalnej). Kiedyś służba wojskowa absolwentów wyższych uczelni trwała 12 miesięcy. Inny był też skrót ? SOR, czyli ? Szkoła Oficerów Rezerwy lub bardziej dosadnie, Spierdolony Okrągły Rok. Tego dnia skłaniałem się do stwierdzenia, że najbliższe miesiące to będzie rzeczywiście spierdolone pół roku. Wraz z innymi poborowymi bardziej lub mniej zadowolonymi z zaistniałej sytuacji udałem się do pomieszczenia, gdzie rozpoczęła się procedura wcielania do SPR. Znowu komisja. Po kolei przechodziliśmy z krzesełka na krzesełko, podpisując, wysłuchując, itd., itp. Najważniejszą czynnością na tym etapie było oczywiście wbicie stosownej pieczątki do dowodu osobistego, aby pamiątka została dla potomności. Toruń przywitał mnie jednak dosyć nietypowo. Otóż kiedy przyszła moja kolejka podczas wcielania do SPR, siedzący po przeciwnej stronie kapitan dokładnie przestudiował dane z mojej książeczki wojskowej, po czym wstał, uśmiechnął się, podał mi rękę i powiedział: - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, panie podchorąży, widzę, że WKU Kielce Śródmieście zrobiło panu ciekawy prezent urodzinowy. Początkowo mnie zamurowało, nie wiedziałem co odpowiedzieć, ale po chwili stwierdziłem: - Czy ciekawy, to się dopiero okaże. Moja data urodzin jest dosyć szczególna, dla jednych śmieszna, a ja uważam, że jedyna ? 1 kwietnia. Pomimo, że tego dnia byłem trochę podminowany i do śmiechu mi nie było, jednak to wydarzenie trochę mnie wyluzowało. Procedura biurokratyczna zakończyła się fryzjerem i pożegnaniem z cywilnymi ciuchami. Wręczyli mi również jakąś małą karteczkę i powiedzieli, że mam jej pilnować jak oka w głowie. Jak się później okazało, był to mój przydział do plutonu DANA. Nic mi ta nazwa nie mówiła. No, ale przecież w wojsku byłem zaledwie od kilku chwil. Później nastąpił etap drugi - czyli zmycie cywilnego brudu w łaźni (była ciepła woda) oraz pierwszy kontakt z BGS, czyli Bojowymi Gaciami Sportowymi. Jedni dostali je zawiązywane na sznurek, inni na gumkę. Te na gumkę są lepsze, bo po prostu nie spadają z tyłka. Bojowość tych gaci można było docenić już w krótkim czasie. Jak wojsko istnieje, BGS są nieodłącznym atrybutem żołnierza, który ma je na swoim stanie i pomimo, że jest to tylko kawałek materiału, to jego wartość jest kolosalna. Przekonał się o tym ten, kto je zgubił, któremu zostały podprowadzone albo po prostu je wyrzucił. W wojsku wszystko ma swoją wojskową cenę. Jest ona zazwyczaj parokrotnie wyższa od normalnej. Dlatego nawet takie BGS potrafią skutecznie ogołocić portfel z i tak niskiego żołdu. |